Maski miłości...
blaski i cienie... ?
Miłość jest (również) tym CO o niej myślisz, JAK o niej myślisz i JAKIE emocje powoduje w Tobie, w Twoim ciele. JAKIE wibracje?
Każdy ma inne wyobrażenie miłości...
Poczuj, pomyśl chwilkę- CO jest dla Ciebie miłością... i jak wyrażasz ją w swoim życiu?
Łatwo, lekko, swobodnie, ciepło, z wdzięcznością?
Czy z trudem, z wysiłkiem, z oporem? A może nawet wcale nie mówisz o niej? Traktujesz to jak bajdurzenie o światłopierdkach..? ;)
Jeśli myślisz o miłości negatywnie, to tak ona funkcjonuje w Twoim życiu...
Jeśli myślisz, że miłość to cierpienie i trzeba się poświęcać dla kogoś, a to dla dzieci, a to dla partnera, jeśli myślisz, że miłość to ciągłe słuchanie gderania kogoś, kto nie jest zadowolony z Ciebie, jeśli myślisz, że miłość to nieobecność (bo ukochanych rodziców nie było przy Tobie jak ich potrzebowałeś), czy chłód i dystans, nieokazywanie uczuć (bo rodzice tego nie robili, bo sami się nie kochali), czy nawet krzyki i ciągłe strofowanie, ocenianie, awantury, czy agresja, wybuchy złości, ataki, manipulacje, kontrola (bo rodzice ciągle chcieli wszystko wiedzieć co robisz i z kim wychodzisz i o której wrócisz i co piszesz w pamiętniku....- istny syndrom DDA). Jeśli myślisz, że miłość to ciągłe ograniczenia swobody wypowiedzi i Twojej wolności, bo rodzice Ciebie tłumili w dzieciństwie mówiąc, że z Ciebie i tak poety nie będzie, że "dzieci i ryby głosu nie mają", tłumili Twoją kreatywność i radość życia, zabawę- oceniając i krytykując.
Jeśli Miłość kojarzy Ci się z nakazami, obowiązkiem, albo jeszcze ofiarą- bo rodzice wymuszali na Tobie posłuszeństwo i odpowiedzialność. Jeśli tłumili Twoją wolność zakazując Tobie kontaktu z rówieśnikami, zakazując beztroskiego, czystego, niewinnego życia dziecka..... Jeśli karali Ciebie za najdrobniejsze przewinienie- Miłość wówczas kojarzysz z karą, z bólem, z agresją, z krzykiem, presją. Małe dziecko nie potrafi jeszcze odróżnić dobra od zła- więc myśli, że widać rodzic kocha skoro bije, krzyczy.... A potem to przekonanie zostaje w podświadomości i przyciągasz partnerów, którzy Cię ranią. Jeśli na szacunek i namiastkę uczucia rodziców (najczęściej matki) trzeba było sobie zasłużyć należycie- wypełnianiem różnych prac, byciem grzecznym- to miłość dalej podświadomie kojarzysz jako coś, na co trzeba sobie zasłużyć, czego nie dają za darmo, tak o, lekko, swobodnie, że trzeba się na-starać, na-wysilać, namęczyć- a i tak z tego najczęściej nic nie ma, bo ... mama i tak była zbyt zajęta, żeby wynagrodzić, przytulić, wysłuchać.... Więc już jako dziecko i tak odchodziłeś z kwitkiem- tłumiąc w sobie przekonanie, że NIE ZASŁUGUJESZ widać na czułość i miłość i oddzielałeś się od otoczenia i zabawy coraz bardziej. Izolowałeś od rówieśników, przyjaciół, rodziców, rodzeństwa, uciekałeś w świat nauki, książek- w świat ideałów, fantazji... W obawie przed zranieniem, odrzuceniem, dominacją kogokolwiek...
Gdzie w tym realność???
Tym wszystkim i całym mnóstwem innych przekonań - na pewno miłość NIE JEST- a możesz tak myśleć...., że właśnie jest.
To wszystko to tylko etykietki, które jak do wszystkiego- przyklejasz również do miłości. To maski, które zakładasz na jej prawdziwy obraz.
Naprawdę, nasze wyobrażenia o miłości są tak schematyczne, że wystarczy popatrzeć na naszych rodziców i zobaczyć JAK oni okazywali sobie JAKIE uczucia, bądź emocje, żeby dostrzec ile z tego jest w naszym życiu i powielamy to- nazywając miłością - a co z nią nie ma NIC wspólnego!
Miłość to coś bardzo cieplutkiego, kiedy myślisz o kimś bliskim, o ukochanej osobie, zwierzaku, dziecku, o jakimś miejscu, które uwielbiasz i się tam świetnie czujesz- skrzydła Ci rosną, FRUWASZ !!!!
To coś bliskiego, jasnego, czułego, okrągłego, owalnego, kolorowego, słonecznego, puchatego, śmiejącego się, zabawnego, żartobliwego, z humorem, zawsze akceptującego, spokojnego, harmonijnego, rozkosznego, smacznego, soczystego, zielonego, przestronnego, wolnego, łatwego, swobodnego, lekkiego, delikatnego, subtelnego ale silnego baaardzo.
To coś co ciepłem nagle wypełnia całe Twoje serce, ciało i umysł. To uśmiech, czuły dotyk, radość, rozmowa i wciąż ten blask w oczach...
To takie uczucie rozpierające albo cichutko albo całkiem mocno i spontanicznie Twoje serce i caaałe ciało, że aż chcesz śpiewać, gwizdać, tańczyć, skakać, biegać i wypełniać każdą pustą(smutną) przestrzeń w sobie takim uczuciem! Albo zwyczajnie trwać w takiej miłej ciszy...
To taka radość i wdzięczność dla siebie samego ze żyjesz, że jesteś Tutaj, że możesz czuć to CUDowne uczucie w sercu- z całym szacunkiem dla całego Wszechświata, dla całego stworzenia- cudu życia :)))
Kiedy możesz dotknąć swojego ciała, np ręki, nogi, twarzy i wyrazić ciepło dla samego siebie (bez oporu i bez obrzydzenia, niezadowolenia), dla ukochanej osoby, pogłaskać ją, przytulić czule... i w tym jest tyle piękna i radości i jednocześnie cudu życia- wdzięczności dla piękna, wyrażonego nawet i bez słów czasem, ot gestem, w wyrazie oczu, uśmiechem.... pełną akceptacją....
I ta ufność, że ta chwila (każda) jest piękna właśnie teraz, że warto ją przeżyć cudownie, w pełni cieszyć się nią....
to jest to miłość właśnie- ta świętość życia przeplatana z codziennością, pięknem i zwykłością, cudem i naturą, ciepłem i wolnością wyboru, radością i smutkiem czasem....i tą wolnością, którą dajemy sobie wzajemnie.
Próbujmy w sobie odnaleźć tą świętość Miłości, taką cudowną jak i taką zwykłą, wdzięczność i szacunek- to piękno w naturze, w nas i w innych ludziach! Dzielmy się tym wszystkim :)
Lilianna Skowron-Kuś
Wrocław 11 luty 2011