Opowieść o MIŁOŚCI






strona główna
galeria Centrum
Lilianna Skowron-Kuś
Basia Mieloch
Grześ Zielonko
Arek Lisiecki
pytania do terapeuty
Opinie
NOWE warsztaty
reiki
TANTRA
astrologia
INSPIRUJĄCE TEKSTY
HAWAJSKI MASAŻ LOMI LOMI
Masaż PeLoHa
cennik
o mnie
wiersze
linki
Kontakt

Opowieść o MIŁOŚCI

 
 
Była sobie kiedyś piękna i mądra dziewczyna- miała na imię Miłość. Żyła sobie skromnie, ale wystarczało jej na wszystko, była zadowolona z siebie.

A nade wszystko była prze-szczęśliwa, ponieważ gdzie tylko się pojawiła wszystko chciało się z nią przywitać,

pozdrowić ją, dotknąć jej chociaż...

I tak miała mnóstwo przyjaciół wśród zwierząt. Każdy pies, każdy kot, nawet ptaki i inne zwierzęta zatrzymywały się
koło niej na trochę głasków, na ciepłe słówko (które zawsze hojnie i z radością rozdawała...). Każde schorowane zwierze instynktownie człapało do niej. Jej nawet krótki dotyk łagodził wszelkie bolączki, choroby.
Ona widziała wszystko. Widziała dobro i zło, widziała jasność i ciemność. Ale kochała inne istoty POPRZEZ te cechy,

nie skupiając się na nich. W każdym widziała płomień miłości, czasem płonący pięknie a czasem tylko lekko tlący się, czy nawet wypalony. Wtedy jej uśmiech, jej ciepło i jej łagodność, a czasem jej śmieszne żarty sprawiały, że nawet taki płomień buchał mocniej a wypalony nagle zaczął płonąć nadzieją, wiarą..., miłością....
Życie jej mijało szczęśliwie i radośnie wśród wielu przyjaciół. Przecież nawet mijając drzewa w lesie, w parku- one zaczepiały ją do tańca. Dotykały jej rąk, ramienia i mówiły : "zostań ze mną, pobawmy się chwilkę " i ona zostawała z drzewem- otulała go swoimi ciepłymi ramionami a drzewo z wdzięcznością oddawało jej błogim spokojem i cieniem. Było prze-szczęśliwe, że Miłość może go tulić, może się z nim bawić przez chwilę. I nie było zazdrosne o inne drzewa, ptaki, słońce, chmury,  bo wiedziało, ze takie utulenie daje ogromną siłę i MOC i wiedziało, że Miłości nie da się zatrzymać tylko dla siebie.
Tej siły starczało drzewu na długo, bo w jego sercu także palił się płomień, połączony z utuleniem Miłości wznosił się jeszcze bardziej!
   Drzewo kwitło, rozrastało się, szumiało szczęśliwie, było zadowolone z siebie ze swojego piękna i swojej ogromnej siły- jaką odkryło dzięki Miłości....

Miłość lubiła się przyglądać w tafli rzeki, oglądając swoje długie włosy, swoje piękne ciało (miłość zawsze kocha i bezwarunkowo akceptuje siebie!), które otulało i rozgrzewało słońce, gdy tylko zechciała się wykąpać i popływać. A potem otulał ją wiatr delikatnie, rozwiewał jej piękne, bujne włosy, żeby mogły przybrać naj-piękniejszą fryzurę ;-) .
 
Tak to życie płynęło Miłości na spacerach po lesie, wsłuchiwaniu się w ptasi swiergot, tulenie wszystkiego co CHCIAŁO się do niej przytulić, co CHCIAŁO być przez nią objęte i uzdrowione, wzmocnione, wypełnione radością.
Wszystkie dzieci z okolicy znały Miłość i gdy ta tylko pojawiała się w pobliżu zaraz tłumnie ją witały, skakały do niej, szczebiotały po swojemu. A ona każdego wysłuchała, każdego maluszka wzięła na ręce, utuliła, przytuliła i ....dla każdego dziecka zawsze miała cukierki. Cukierki były zaczarowane, jedyne w swoim rodzaju. Sama je robiła- były to wymyślone przez nią NAJ-zdrowsze, naturalne smakołyki pod słońcem zmiksowane i wymieszane przez nią w odpowiedniej proporcji- a Miłość zawsze i do wszystkiego miała ZŁOTE proporcje ;-) , więc niczego tam nie było ani za dużo ani za mało- tak w sam raz- idealnie z miłością....:). Sama też je formowała w odpowiednie kształty, więc każde dziecko dostawało zawsze dla niego NAJ-właściwszy kształt i smak cukierka. Dzięki temu dzieci bardzo szybko uczyły się miłości. Rosły w mądrości
i w świetle. Ona ZAWSZE była przy nich i ZAWSZE miała te cukierki i swoje jedyne w swoim rodzaju przytulenia i prze-piękne piosenki i kołysanki, kojące każdego, nawet najbardziej rozbrykanego i płaczącego malucha.
 
Wszyscy w jej otoczeniu doznawali spokoju tak głębokiego, zadowolenia z siebie i życia, że nie było między nimi kłótni, napięć, zawiści, zazdrości czy wojen. Każdy pomagał drugiem jak mógł z radością. I każdy był wdzięczny jak mógł z szacunkiem.
 
Pewnego dnia podczas swojego spaceru i kąpieli w rzece nieskrępowana Miłość poczuła na sobie czyjś wzrok. Poczuła go jak coś przeszywającego, co zabolało ją mocno. Była zdezorientowana, bo dotąd nie czuła bólu, nie wiedziała co to jest.
Jej wzrok spotkał się ze wzrokiem Młodzieńca, który patrzył na nią zachwyconym i pożądliwym wzrokiem. Jego wzrok nie pytał, czy może tak patrzeć, i nie pytał, czy może być blisko niej.
Miłość wyszła z rzeki -słońce ją rozgrzało i wraz z wiatrem pomogło osuszyć piękne włosy- i przywitała się Młodzieńcem.

       Okazało się, że Młodzieniec nigdy wcześniej jej nie widział, NIE ZNAŁ, żył daleko stąd i po raz pierwszy zobaczył kobietę tak piękną, tak nieskrępowaną, tak zadowoloną z siebie. Nie mógł oderwać od niej oczu, powstrzymać swojego pragnienia zbliżenia się do niej, połączenia się z nią, pragnął jej na własność- choć nie wiedział dlaczego, po co, to instynkt pchał go do niej....
Jednak jego wychowanie nie pozwalało tak się zachować. Czuł się źle, czuł się podle, czuł się zdezorientowany, co się z nim dzieje? Miłość widząc jego zmieszanie wzięła jego rękę i zaczęła ją głaskać, co uspokoiło Młodzieńca. On był inaczej wychowany, szkolony w dyscyplinie, skończył najlepsze szkoły, właśnie jechał do nowego miejsca, gdzie miał podjąć ważną dla siebie pierwszą pracę. Pracę w znanej i szanowanej firmie prawniczej. Młodzieniec był najlepszym studentem prawa, najlepszego Uniwersytetu Prawa. Jego szkoła znalazła mu taką dobrą pracę. Mógł dalej się uczyć, dalej zdobywać nowe szlify
prawnicze i być najlepszym prawnikiem w kraju- zapowiadał się tak pięknie.

Otoczenie, rodzice, nauczyciele, widzieli jego świetną przyszłość, nawet ją zaplanowali już. Nawet już znaleźli mu żonę wg nich naj-odpowiedniejszą dla niego, duży, wygodny dom. Oni wiedzieli, oni chcieli by reprezentował ich interesy kiedy zostanie sławnym i uznanym politykiem.... Tak już wiele lat naprzód Młodzieniec miał zaplanowane swoje życie....
Mimo, że przecież on jeszcze nie spotkał Miłości.....
 
Ale teraz, kiedy ją widział, teraz, kiedy patrzył na nią- nie mógł oderwać od niej oczu. Była taaak piękna i tak boska dla niego, bo tak inna, tak subtelna, tak radosna..... i tak .... naturalna.... Ona nie wstydziła się swojego ciała, ona była nieskrępowana. Ona nie znała wstydu, bo nie znała porównania (miłość zawsze kocha niepowtarzalność).
Ona nie skończyła uniwersytetów, nie była prawnikiem. Ona była samą NATURĄ. Jej dyplomy nie były potrzebne, po co? Ona dawała to czym sama była! Z radością ogromną, z uśmiechem, zawsze hojnie.
Nie znała pożądania wcześniej. Patrząc na Młodzieńca odczuwała w swoim brzuchu dyskomfort, lekki ból.
Nigdy tak nie czuła, była zdezorientowana co to jest?
 
Rozstała się z Młodzieńcem w milczeniu i poszła do lasu zapytać drzew co oznacza ból w brzuchu. Drzewa ją utuliły, a ona gasła, wiatr delikatnie ją kołysał a ona gasła, słońce ją ogrzewało, rozświetlało a ona gasła. Ból brzucha był wtedy nie do zniesienia, więdła od tego. Nie znała tego uczucia wcześniej. A ponieważ była bardzo mądra- zapytała samą siebie.
I dostała odpowiedź w postaci obrazu, zobaczyła- jak Młodzieniec chciał zabrać jej cząstkę, zatrzymać sobie, zabrać ze sobą, choć kawałek jej miłości, kawałek jej cudownej energii. Bo tak bardzo poruszył go jej widok, jej naturalność, jej uśmiech, jej spokój, jej radość.

Miłość nie znała takiego zachowania, bo zawsze czym miała w nadmiarze dzieliła się z innymi, nikomu nie brakowało miłości i nikt nie musiał nikomu zabierać tego uczucia. Miłość poczuła w sobie niezadowolenie, już nie była tak wolna i nieskrępowana, już nie mogła tak radośnie śpiewać i dzielić się z innymi swoim ciepłem, bo brakowało jej swojej części i nie podobało
się jej postępowanie Młodzieńca.
 
Młodzieniec nie zapytał, i nie wiedział do końca świadomie co robi. W jego świecie to było dopuszczalne, dlatego w nim tylko uruchomił się ten mechanizm, ale w świecie Miłości- nie. Dlatego, że Miłość zawsze DAWAŁA tylko miłość, radość, szczęście, spokój, nie zabierała!, ona DAWAŁA!- każdy miał tego ile chciał, bo wystarczyło, że się do niej przytulił i otworzył przed nią swoje serce, to w nim od razu na nowo unosił się jego własny płomień.
Każdemu wystarczał całkowicie jego płomień, nawet jak miał go za wiele, jak za mocno się palił, to dawał nadmiar innym i nigdy mu nie zabrakło....
Miłość nie wiedziała co robić, jak odzyskać swoją ukochaną część siebie samej, swojej energii, nie wiedziała co to pożądanie i że ono coś zabiera. Nie mieściło się to w jej pięknej głowie, a Młodzieniec spodobał się jej.
 
Tak Miłość postanowiła odnaleźć Młodzieńca i ruszyć do jego świata. Nie było to łatwe, bo w jej świecie panowały inne zasady, a najważniejszą z nich, że nie było żadnych zasad oprócz miłości,
akceptacji i szacunku dla drugiego, dla jego przestrzeni. Dlatego Miłość cierpiała, bo ktoś bez pozwolenia wszedł w jej przestrzeń i jeszcze coś zabrał co należało tylko do niej. Jak śmiał? Jakie miał prawo? i to prawnik?....

 

I tak Miłość postanowiła, że nauczy się zasad świata Młodzieńca. Musiała sobie sprawić ubranie (czyli maskę... ;-) ).
Jednak "wchodząc" do innego świata już z innym nastawieniem, Miłość wciąż nie była zadowolona ze swego ubioru. A to był
za ciasny, za opięty, za krótki, za długi, pokazywał za wiele, za mało...., za gruby, za lekki...
Taak, Miłość musiała poznać te zasady, musiała nimi nasiąknąć, mimo, że wcale ich nie czuła swoim ogromnym sercem.
Idąc raz ulicą spotkała wreszcie Młodzieńca. Ucieszyła się na jego widok, jej serce podskoczyło z radości, chciała tańczyć i śpiewać,..... ale on jej nie rozpoznał. Na moment jego wzrok zatrzymał się na twarzy Miłości, ale zaraz przesunął się dalej. Nie rozpoznał jej w tym nowym przebraniu.... Wg niego wyglądała tak samo jak inne kobiety z jego świata. Mooże jedynie miała cudną twarz, piękne oczy, nos. Wzrok Młodzieńca prześlizgnął się niżej i dostrzegł piękne, kształtne kobiece nogi i
pośladki..... i w tym momencie ją rozpoznał, choć jeszcze nieświadomie... Jakaś część jego krzyczała ze szczęścia a inna jego część wciąż się zaciskała, spinała i krzyczała do niego "nie możesz!, nie wolno Ci!, masz swoje życie już poukładane, masz swoją przyszłość już poukładaną. Wszystko pasuje do siebie idealnie!, masz swoją kobietę, zostanie Twoją żoną, będziecie mieć dzieci....!!!" i tak w kółko słyszał....
 
Nie wiedział co ma robić? Co już wyrywał się do Miłości, robił krok w jej stronę, to krzyk w jego umyśle zagłuszał wszystkie jego wspomnienia, kiedy ją spotkał. Krzyk zagłuszał jego własne myśli, więc cofał się, żeby tylko uciszyć ten chaos w sobie i wokół niego. Żeby tylko był spokój.
Cii, cii, już....  Żeby tylko wrócić do ładu, do poukładanego swojego świata, gdzie prawie wszystkie klocki układanki pasują do siebie, oprócz jednej....!
 
Nie wiedział, bo skąd miał wiedzieć, wychowany w innym świecie, świecie kariery, władzy, wiedzy i umysłu , że  wszystko co prawdziwe  przychodzi do niego tylko łagodnie, ciepło i czule, delikatnie- bo przychodzi do niego z serca.
 
Ale jego serce było zamknięte. Zamknęło się dawno temu....
Kiedy był małym chłopcem bardzo przypominał Miłość swoją naturalnością, prostotą i dzieleniem się swoją troską i miłością, swoim ciepłem. Zwierzęta lgnęły do niego tak jak do Miłości, a i małe dzieci też czasem.
Ale jego rodzicom nie podobało się to, że mały chłopiec  tak długo bawi się z psami z osiedla, że wszystkie koty go znały, nawet ptaki dostawały okruszki (do czasu, ...dopóki nie podrósł i nie zaczął do nich strzelać z procy z kolegami z podwórka....). Wprowadzili mu zasady do jego życia, : "jak odrobisz dobrze lekcje, będziesz się dobrze uczył, będziesz grzeczny, będziesz słuchał mamy i taty, bo oni zawsze mają rację... i chcą dla Ciebie naj-lepiej........ - wtedy możesz się bawić ze zwierzętami, wtedy ZASŁUŻYSZ na to wszystko co chcesz robić....".
 
Nie wiedzieli jak bardzo tym zranili chłopca, jego serce. Ale skąd mogli wiedzieć- sami byli podobnie wychowani.
A dla chłopca zabawa z futrzakami, łażenie po drzewach, bawienie się w podchody, to ogromna frajda, to szczęście, to
wolność, to tętnienie ŻYCIEM, energią! Będąc takim małym chłopcem nie rozumiał tego, ale wiedział, że przecież rodzice chcą dla niego dobrze, że go kochają, więc zaczął się STARAĆ, zaczął "być grzeczny", zaczął się słuchać mamy i taty, wykonywać wszystkie ich polecenia, bo wiedział, że jak je wykona- zasłuży na nagrodę, na wolność zabawy na podwórku, na możliwość wybrudzenia się, bieganie z kolegami i opiekowanie się zwierzętami.... 

Zwierzęta czuły w nim SERCE i łasiły się do niego, on je głaskał a one były szczęśliwe i zdrowe i on razem z nimi, czuł że żyje, że pulsuje w nim życie! Pomału uczył się zasad wyznaczanych przez rodziców, potem dochodziły nowe i nowe, coraz bardziej skomplikowane. W między czasie ojciec chłopca umarł i chłopiec nie mógł pogodzić się z jego śmiercią....
Gdzieś w środku jego duszy utknęła myśl, że może nie był wystarczająco dobry dla taty, wystarczająco grzeczny, może nie słuchał go tak jak powinien, może.....
W ten sposób zaczął winić siebie za śmierć swojego ojca, winić siebie, że nie spędził z nim wystarczająco dużo czasu, żeby porozmawiać co jest w życiu naj-ważniejsze, że nie poczuł ojcowskiego dotyku wspierającego, że może nie zasłużył na to.... a tutaj już go nie ma.....
 
A tata jego nie zdążył mu przekazać, żeby jednak podążał w życiu za głosem serca...
Przed swoją śmiercią zaczął zdawać sobie sprawę jakie błędy popełnił, chciał je przekazać synowi, żeby nie szedł jego śladami, nie postępował jak on, żeby zawsze słuchał serca.... Ale nie zdążył... Mały chłopiec musiał sobie poukładać swoje życie tak, żeby było mu wygodnie, chciał przestać czuć tak boleśnie stratę, brak taty. Zdecydował się nie czuć tego, zdecydował o tym sam. Zaczął w myślach go idealizować..... a w późniejszym życiu, kiedy został już Młodzieńcem- bardzo sobie cenił wszelką przyjaźń ze swoimi nauczycielami.
Wielu nauczycieli traktował z idealizmem, jaki stworzył sobie w myślach w stosunku do brakującego ojca. Patrzył na nich przez swoje "różowe okulary" braku i straty. Chciał zasłużyć na przyjaźń każdego z nich. Ale w jego świecie panują ostre zasady. Nauczyciele widząc jak się przywiązuje do nich- ... odchodzili, albo on poznawał nowych i zachwycał się nowymi.
Tak mu przeleciało życie, na spełnianiu oczekiwań w stosunku do innych i sam również nauczył się tej sztuczki, że również może oczekiwać od innych- warunkowo.
 
Nie rozumiał że Miłość mogła by mu dać tak po prostu z samej siebie, z radości dawania, dzielenia się- trochę swojej miłości, ciepła, łagodności, spokoju....
Wcześnie interesował się najpierw dziewczynkami a potem kobietami, wciąż stosując mechanizm jaki nauczyli go jego rodzice a potem i nauczyciele.... Ona miała zasłużyć na jego względy, on miał zasłużyć na jej względy.... Tak mu przebiegały lata na zabawie w taka grę z innymi i na nauce, na wypełnianiu się wiedzą, przepisami i zasadami i na pośpiechu, żeby tylko zdążyć być lepszym przed innymi.
 
Miłość poznała go właśnie takim. Młodzieniec wycofał się do swojego świata, olbrzymi krzyk w jego umyśle zakrzyczał jego całego, powodując paraliż decyzyjny i paraliż jego myśli. Nie mógł nic zrobić jak tylko się wycofać i uznać, że pomyliło mu się, że to jakieś omamy...., że to niemożliwe.... Przecież jego układanka pasowała całkowicie, no, może poza tym jednym
uciążliwym klockiem, którego jeszcze nie znalazł..... Poza tym - wszystko szło świetnie przecież....
 
Kiedy wrócił do swojego schematu, kiedy zrezygnował ze spotkania z Miłością, zrezygnował również z uświadomienia sobie, że to co widział, to była prawda ubrana w jego własne szaty, szaty z jego świata. To była Miłość, którą spotkał niedawno nad rzeką tak ...spontaniczna i tak nieskrępowana, piękna i radosna i łagodna, emanująca spokojem i pewnością siebie, zadowolona z siebie, uśmiechającą się żywo do niego... Dlatego zdecydował, że jej nie poznal. Jego umysł panicznie broniąc się przez zmianą jego schematu życia, broniąc się przed nieznanym, ale jakże pięknym, wykreował mu zaślepienie, stworzył mu kolejne skorupy znieczulenia....
 
Ale znacie Miłość- ona jest PRAWDĄ, ona jest samą naturą, jej nie da się zapomnieć, jej nie da się nie czuć, nie da się nie zobaczyć, nie poznać..... to czasem trwa, ale ona się nie poddaje!!!
 
Ona tylko czeka w naszych sercach na odpowiedni moment. I ten moment nadchodzi prędzej
czy później- to nieważne. Czas tutaj jest nie-istotny całkowicie!!! Miłość to wie, bo skoro jest miłością- to ta mądrość jest jej naturą.
 
Milość zrozumiała, że Młodzieniec jej nie poznał, mimo, że czuła, że ją poznał. Ona czuła te gry umysłu w nim, mimo, że nie studiowała psychologii na najlepszych uniwersytetach świata. To nie bylo jej potrzebne, ona tą wiedzę ma w sobie przecież i nieustannie z niej korzysta bez żadnych problemów, ponieważ jest miłością przecież! :-)
 
Miłość nie zna granic mądrości, a mądrość nie zna granic miłości- obie są nierozłączne, obie nas prowadzą w życiu, kiedy tylko otworzymy swe serca!
 
Miłość zdecydowała, że zostanie w tym świecie, tak obcym dla niej przecież, tak nieczułym, tak niespokojnym, tak chaotycznym, tak krzykliwym, tak smutnym dla niej i pozna ten świat.
Kiedy miłość podejmuje decyzje to drżyjcie gry, schematy, zasady i sztuczne fasady- ona wszystko rozpozna dogłębnie, rozłoży na pierwsze czynniki (mimo, że nikt jej nie uczył analizy ;-) ), pokaże przyczynę, pomoże ją uzdrowić i swoją łagodnością i siłą pomoże narodzić się NOWEMU. Pomoże rozpalić ogień świadomości w nas, by pokazywał nam właściwą drogę, by pomagał nam rozróżniać co jest dla nas najlepsze.
 
Miłość została w świecie Młodzieńca długo, poznała wszystkie zasady panujące w nim, zaprzyjaźniła się z mnóstwem ludzi, pomogła im odnaleźć płomień miłości w nich... Miała dużo przyjaciół, ludzi bardzo oddanych jej, bardzo wdzięcznych za jej
pomoc. Korzystała z ich pomocy i dzięki temu mogła przeżyć w tym świecie. Stworzyła sobie miejsce pracy naj-lepsze dla niej, gdzie każdy czuł się wspaniale, mógł swobodnie wyrażać siebie, mógł swobodnie realizować
własne talenty, mógł cieszyć się życiem.
... w tym trochę ponurym świecie. Ona stworzyła- dzięki pomocy przyjaciół, którym pomogła- ośrodek, gdzie każdy znalazł coś dla siebie. Wielu ludzi ją znało, traktowało tak, jakby była, urodziła się w ich świecie. Nie wiedzieli, że ona pochodzi z innego świata.
Tak mijał Miłości czas na tworzeniu wszystkiego co chciała i co było naj-lepsze dla niej i dla innych. Była bardzo zaradna, ponieważ miłość jest taka. Ponieważ miłość nigdy nie martwi się o pieniądze, o warunki,
bo wszędzie jej dobrze i zawsze ma wszystkiego pod dostatkiem.
Nie znała zmartwień, wątpliwości ludzkich, strachu o przyszłość. Bo miłość sama w sobie jest Naturą, jest nieograniczonymi możliwościami,
dlatego wciąż tworzy na nowo wszystko co chce, kiedy chce i jak chce
TERAZ.

 

Ponieważ MOŻE zrobić, stworzyć wszystko! Nie ma w niej strachu o przyszłość, bo TERAZ jest tak przepełnione możliwościami i tworzeniem, że nie ma takiej ewentualnosci, żeby z tego coś wspaniałego nie powstalo!!! Nie ma!
Przecież miłość jest tworzeniem powstajacym z samego Źródła jej jestectwa. Ona nie zna słowa "nie mogę", czy "nie dam rady", "nie powinienem"... To nie mieści się w jej istocie! To stworzyli ludzie- sami dla siebie.
 
Miłość potrafi wszystko!, bo ma zawsze odwagę próbować i zawsze jej się wszystko udaje, bo do wszystkiego podchodzi z miłością, z czystymi intencjami, niczego sobie nie narzuca, po prostu realizuje siebie i wyraża siebie najlepiej jak umie. Tylko tyle ;-) Dlatego wokół naszej Miłości zapanował szum- ludzie zaczęli o niej mówić z zadowoleniem, z radością.... Nawet w pewnej znanej firmie prawniczej kobiety rozgadały się na jej temat. Młodzieniec usłyszał to i połączył te informacje ze spotkaniem jej. Wreszcie zrozumial, że to byla ona, tylko, że jego umysł, to zakrzyczał... Ponieważ siedział wygodnie w swoim fotelu w pracy, czul się w miarę bezpiecznie, z dala od Miłości, słysząc o niej tylko.

Ale energia informacji była bardzo radosna... Zaczął myśleć o spotkaniu z nią. A im silniejsza ta myśl się stawała, tym bardziej w jego umyśle znowu pojawiał się krzyk zagłuszający wszystko. Młodzieniec nie mógł już pracować z taką wydajnością co zwykle, jego myśli zaczęły wędrować w stronę Miłości. Zaczął odczuwać tęsknotę za nią, za jej łagodnym głosem, śpiewem, perlistym śmiechem, nieskrępowaniem..... i tu przypomniał sobie, że zupelnie podświadomie zabrał jej coś...
Zrozumiał, że widać pożądanie go tak mocno zaślepiło, że potrzebował tak właśnie zrobić... Coś zabrać, zamiast dać! Zrozumiał swój błąd. Coś w nim zaczęło pękać, zmieniać się, ale sam jeszcze nie wiedział co.... Pomału, ale wyraźnie przypominal sobie wszystko, każdy szczegół jej wyglądu, każdy szczegół jej istoty. Pomału, ale bardzo wyraźnie zaczął
rozumieć jej prawdziwą czystą i niewinną naturę... I nagle ... pojawiła się myśl- najpewniejsza w
całym jego życiu, że to właśnie ona jest tym brakującym elementem jego układanki.
 
Zaczął dostrzegać, że jego własny umysł robi mu psikusy, nie pozwala mu się z nią spotkać. Tworzy przeszkody nie do przebrnięcia. Zaczął to rozumieć, całą tą konstrukcję i schematy w swoim życiu. Zaczął rozumieć, że czegoś dalej mu brakuje, w nim samym, w jego życiu, przecież tak poukładanym, przecież tak zaplanowanym z największą dbałością o szczegóły.
Już miał przecież wyznaczoną datę ślubu z kobietą, którą myślał, że kocha... (a miłość przecież nie myśli, miłość odczuwa coś całą sobą!), z kobietą która miała być matką jego dziecka. Miał się pojawić ktoś nowy w jego życiu za 8 miesięcy. Odczuwał silną potrzebę zaopiekowania się tą kobietą, dzieckiem, stworzenia im domu, bycia ojcem, jakiego sam nie miał. Odczuwał też ogromny ciężar odpowiedzialności za to wszystko.
Żona, dom, dziecko, rodzina, dobra praca, świetna posada, wszystko poukładane, zapięte na ostatni guzik.

 

Ale.... jeden z tych guzików mu nie pasował, wciąż nie chciał się zapiąć, wciąż się z nim bojował, wciąż jakby miał własne zdanie i probował to pokazać Młodzieńcowi. Jeden guzik NIE CHCIAŁ się podporządkować, nie chciał się wpasować w cały schemat! Ale Młodzieniec dalej probował ...walczyć z nim, bo przecież jak to możliwe? Musi być perfekcyjnie!, nie może
jeden .... (śmieszny) guzik ?! buntować się przeciwko niemu....!
 
Kiedy zrozumiał całą złożoność sytuacji postanowił udać się do mędrca. Ponieważ czuł potrzebę wysłuchania męskiej opinii, rady. Mędrzec mu powiedział, że : "skoro wszystkie elementy układanki tak bardzo pasują do siebie, skoro ma świetną pracę, dom, zaraz żonę, dziecko już prawie, ma obowiązki do wypełnienia wobec nich. Jest odpowiedzialny za rodzinę i ma się o nią troszczyć! Nawet powinien zapomnieć o Miłości, bo przecież całą tą układankę może stracić, jak ojca kiedyś... Nie może tego wszystkiego stracić tak sobie o, dla jednego spotkania z Miłością, zresztą kim ona jest dla niego...? Przecież nawet nie ma pozycji, nawet nie ma męża, nawet nie ma szkół, nawet nie ma pieniędzy.... Kim ona jest?, czym ona jest?, ona jest niczym!
Zapomnij o niej..."

 

Tak przytłoczony radą mędrca Młodzieniec zdecydował się posłuchać go. Przecież był mędrcem, mężczyzną, miał największą wiedzę, był znanym mnichem, joginem.... Napisał dziesiątki uznanych na całym świecie książek! A dotarcie do niego sprawiło Młodzieńcowi niemało wysiłku i trudu...(wiedza zawsze dużo kosztuje, często pieniędzy, dóbr materialnych, bo przecież trzeba za nią zapłacić, ale też ogromnego wysiłku i trudu żeby ją zdobyć...). Jego ciało nie wytrzymało napięcia wspinaczki do klasztoru mędrca i całego trudu podróży....
 
Datę ślubu musiał przełożyć, bo jego ciało odmówiło mu posłuszeństwa. Zaczął skarżyć się na słabszy oddech, na płuca, oskrzela, zgarbił się trochę, osłabł... i wciąż kaszlał... Trud dotarcia do mędrca, jego rada i cała choroba nie dawały mu spokoju. Lekarze robili co mogli, żeby był zdrowy ale on nie chciał być zdrowy, czegoś mu brakowało... Tak mijały dni i tygodnie. A lekarze nie mogli go postawić na nogi. Ciągle kaszlał, ciągle skarżył się na ból w piersiach i osłabienie, mimo że badania nic nie wykazały, żadnych zmian. Schudł, zmarniał trochę ... i wciąż myślał.

 

Jego myśli krążyły teraz nie wokół jego kariery, nie wokół jego pozycji, jego wiedzy, jego stanowiska, jego przyszłej żony, ale
wokół Miłości. Przypominał sobie jej ciepło, jej akceptację, mimo, że przecież kiedy spotkał ją przy rzece była nieskrępowana....
Przypomniał sobie, że ona chyba uzdrawiała zwierzęta, że w tym świecie, przez który przejeżdżał wtedy tylko krótko- wszyscy byli zdrowi, szczęśliwi i uśmiechnięci ale ona była NAJ-bardziej! Tak bardzo zapragnął ją spotkać, zobaczyć, że jego choroba zaczęła się cofać odrobinkę. Lekarze byli zdziwieni...
 
Pewnego dnia Miłość odwiedzała w szpitalu swoich przyjaciół, urodziło im się dziecko i przyszła je zobaczyć i wesprzeć kobietę po porodzie dobrym słowem i czułym przytuleniem. Jak wszystkie dzieci zawsze, tak i to malutkie w jej ramionach uspokoiło się i zasnęło. Kiedy wychodziła z sali spotkała Młodzieńca spacerującego po korytarzu. Czuła, że on potrzebuje pomocy, ale... miłość nigdy się nie narzuca, wysłała mu ciepłe spojrzenie, szeroki łagodny uśmiech i w myślach mnóstwo uzdrawiającego światła, które go otuliło i uspokoiło.... i odeszła.
A nikt za nią nie gonił... 

Młodzieniec szybko odzyskał siły (uzdrawiające światło miłości zawsze jest skuteczne :-) ) i postanowił odnaleźć Miłość. Szukał jej wszędzie z zapałem. Jednak nie mógł jej znaleźć i pomyślał (umysł zawsze myśli i kreuje przeszkody...), że może się ukryła przed nim, może nie chce go widzieć....
 
Zdecydował więc, że skoro nie może jej odnaleźć TERAZ, to znaczy, że nigdy jej nie odnajdzie ... (tak, tak, Umysł pomyślał...) i ożenił się, urodziło się dziecko, potem drugie..... Młodzieniec był już dojrzałym Mężczyzną, ze świetną pozycją,
miał dobrą żonę, troszczącą się o niego i dzieci. Żyło im się dobrze. A jak powiada stare przysłowie chińskie : "Lepsze jest wrogiem dobrego", które jego nauczyciel mu przekazał- zaprzestał poszukiwań.

 

Tylko, że wciąż mu brakowało czegoś.... wciąż tęsknił za czymś... Zaczął malować, żeby zabić w sobie to coś. Kiedy malował, przenosił się w inny wymiar...i było mu z tym dobrze. Dzięki malowaniu zaczął odczuwać w sobie zmiany, subtelne zmiany, swoją coraz większą wrażliwość na kolory, łączenie barw, techniki. Kiedy malował życie się dla niego zatrzymywało, czas przestawał istnieć, a radość i zadowolenie pomału wracało.... To to samo uczucie z dzieciństa, kiedy bawił się na podwórku- powoli wracało.....
 
Miłość tymczasem miała się świetnie, zapomniała zupełnie, że ktoś, kiedyś jej cokolwiek zabrał, bo przecież miłość sama zawsze jest pełna wszystkiego. Nie potrzebowala nikogo i niczego do szczęścia, bo sama była szczęściem!
Była pełnią! Nie musiała potrzebować! (potrzebę wynaleźli ludzie z poczuciem braku, straty). I zawsze tam, gdzie się pojawiała tworzyła szczęście.
 
Zapomniała trochę o Młodzieńcu-teraz już Mężczyźnie. Wciąż była piękna i młoda, bo miłość NIGDY się nie starzeje, nigdy nie odchodzi, nie umiera- jest zawsze wieczna.
 
Postanowiła wrócić do swojego świata i wiodła dalej życie szczęśliwa i promienna i radosna. Dalej tuliła drzewa, rośliny, kwiaty, zwierzęta, słońce i wiatr i chmury i deszcz, dzieci biegnące do niej zawsze po prze-pyszne i najzdrowsze cukierki. Każdego wysłuchała, każdego, kto chciał przytuliła i uzdrowiła.

.

.

.

.

.

Pewnego dnia, kiedy się kąpała w rzece, poczuła na sobie czyjś wzrok, ale już nie byl to wzrok krępujący, pożądliwy....
Na kamieniu czekał na nią Młodzieniec- teraz już Mężczyzna i podziwiał jej piękno, jej promienność i jej nieskrępowanie.... z prawdziwą przyjemnością. Z prawdziwym zadowoleniem. Z prawdziwym szacunkiem dla jej piękna i z prawdziwą miłością w jego sercu.

Nagle poczuł sam, że przecież MOŻE ... dokładnie to samo piękno, tą samą promienność, radość, miłość i nieskrępowanie, którą tak uwielbiał w Miłości - -DOSTRZEC w sobie!!! ...  i zrzucił swoje ubranie - odrzucił swój umysł i wszedł do rzeki- i całkowicie poddał się wodzie i ...miłości...
 
Jego brakujący element został wreszcie odnaleziony, włożony do układanki. Lecz cała układanka rozprysła się na miliony kawałków ...
 
Młodzieniec-teraz już Mężczyzna zaczął nowe życie przepełnione miłością i szacunkiem do siebie samego. Spędzając czas z Miłością wiele zrozumiał, wiele doświadczył, stał się zupełnie nowy, sam stał się miłością.
Doznał oświecenia poprzez miłość! Bo to jest jedyna droga ku temu.

 

Dzięki swojej ogromnej otwartości i jednak uporowi- temu głosowi Intuicji, który mu podpowiadał, że może mędrzec nie ma racji, a skoro nie on to kto???
Szukał! Nie poddawał się!! Ale jego szukanie trwało długo, potrzebował tego, bo tak był wychowany.
Kiedy ma się wpojone od dziecka a czasem i jeszcze wcześniej, że " na miłość trzeba zasłużyć"!!!!????  A żeby zasłużyć na miłość TRZEBA spełniać wciąż niewyobrażalną ilość warunków!!!, być grzecznym, słuchać rodziców (potem partnerów),
trzeba robić to co ONI chcą, wtedy ZASŁUŻY SIĘ  na jakiś gest miłości, na jakieś uznanie, na jakąś pochwałę...

Że "nie można robić tego co się chce i kiedy się chce i gdzie się chce..." bo się zasłuży na KARĘ rodziców (a potem rolę rodziców kontynuuje partner) to szukanie miłości trwa.
Trzeba ogromnej siły i odwagi, żeby zmierzyć się z tym krzykiem w swoim własnym umyśle i po prostu go wyłączyć.
 
I trzeba spotkać w swoim życiu Miłość, żeby zrozumieć, że ona NIGDY nie jest warunkowa, że na nią nie trzeba zasłużyć, że MOŻNA robić to co się chce i to, co sprawia nam frajdę i radość, to co sprawia, że czujesz, że żyjesz, że tętni w Tobie życie, naj-piękniejsza energia! Że MOŻESZ wyrażać swoją naturę w najlepszy dla Ciebie sposób, najbardziej dla Ciebie odpowiedni.
 

Mężczyzna który sam został już Miłością nie musiał już stosować dawnych sztywnych, dziwnych zasad. Teraz jego piękne ciało wypełniała radość, błogość, szczęście, zdrowie... Jego promienny uśmiech zniewalał nawet samą Miłość ;-)... .
Jego pewność siebie emanowała spokojem, ciepłem i zdecydowaniem.
Już zawsze słuchał tylko głosu serca..... :-)
Już zawsze wiedział i czuł, że prawdziwa miłość to pełnia radości i obfitości, którymi odtąd zaczął dzielić się z innymi....
 
 
 
Lilianna Skowron-Kuś

 

Wrocław 7.02 2010.

 

 


© FUTURE CMS