moja droga do reiki






strona główna
galeria Centrum
Lilianna Skowron-Kuś
Basia Mieloch
Grześ Zielonko
Arek Lisiecki
pytania do terapeuty
Opinie
NOWE warsztaty
reiki
TANTRA
astrologia
INSPIRUJĄCE TEKSTY
HAWAJSKI MASAŻ LOMI LOMI
Masaż PeLoHa
cennik
o mnie
wiersze
linki
Kontakt

Od dziecka, od kiedy tylko zaczęłam myśleć, czuć, rozumieć pewne zjawiska- pociągało mnie NIEZNANE. Z zapartym tchem śledziłam wszelkie ówczesne horoskopy, wróżby, artykuły i książki o rzeczach niewyjaśnionych, owianych tajemnica. Pasjonował mnie w dzieciństwie temat trójkąta bermudzkiego i ufo. Potem, kiedy zaczęłam studiować przyszedł do mnie nowy temat poznania- ASTROLOGIA. Mieszkałam wówczas na stancji z koleżanką, która uczyła się astrologii, numerologii i innych ciekawych rzeczy. Ja chłonęłam jak gąbka wszystko. Przeczytałam wszystko co miała, czego uczyła się w szkole. Zostałam samoukiem astrologii. Ta sztuka mnie pochłonęła całkowicie. 
Studiowałam horoskopy znanych ludzi, wyliczałam moich przyjaciół, opowiadałam im krótko co widzę. Ale najwięcej korzyści wtedy jak i do tej pory astrologia daje mi samej. Niezwykłe źródło poznania, tak głębokiego, tak uważnego i tak ścisłego, ze jestem wciąż pod jej wrażeniem. To moja pierwsza miłość z nauk ezoterycznych. Moja pierwsza PASJA. I choć nie jedyna potem, to wciąż bardzo silna.

Reiki zainteresowałam się mieszkając w Dublinie. W zasadzie to nawet wcześniej, ale nie zgrało sie wtedy, żeby tą wiedzę poszerzyć. I widać tak miało być :-) . Kiedy w Dublinie poszukiwaliśmy z mężem domu do wynajęcia w naszej dzielnicy- trafił nam się śliczny z dużym ogrodem. Jeden z właścicieli był właśnie mistrzem reiki, oglądałam jego dyplomy, wiszące na ścianach, pytałam go o wiele spraw. Patryk okazał się bardzo otwartym człowiekiem, zaproponował mi zabieg. Twierdził, zresztą słusznie, że lepiej, żebym poczuła na sobie korzyści zabieg. I tak się umówiliśmy się. W umówiony dzień moja córeczka Julia (miała wtedy niecałe 1,5 roku) była bardzo niespokojna. Ja się martwiłam, że chyba nic nie wyjdzie z zabiegu reiki, bo ona mi nie da spokoju. Ale pojechaliśmy do Patryka i Julia zasnęła nam w samochodzie kamiennym snem :-) -odsapnęłam z ulgą! Przeniosłam ją do domu, który mieliśmy niedługo wynająć i poddałam się zabiegowi reiki-Patryka. Było mi cudownie i czułam, że moje napięcia się rozpuszczają, że to jest TO, że dobrze mnie poprowadziło. A moja córeczka spała kamiennym snem przez cały zabieg i obudziła się dopiero w momencie, jego zakończenia. Tak, jakby dokladnie "ktos" to zsynchronizowal dla mnie :-) . Nie przypadek przecież :-) !

Niedługo potem w Polsce, we Wrocławiu przyjęłam I inicjację reiki od mojej mistrzyni Krystyny. I wiedziałam, że nie skończy się na tym tylko. Po niespełna 4 miesiącach przyjęłam II stopień reiki. Zaczął się dla mnie ważny okres mojej pracy nad sobą, krystalizowania się moich pragnień i mojego miejsca na świecie. Właśnie po II stopniu reiki wiedziałam, że chcę wrócić do kraju, żyć/mieszkać w moim ukochanym Wrocławiu i pomagać ludziom. Świadomość mojej drogi dodawała mi skrzydeł na cudownej, ale jednak- obczyźnie. Układałam sobie w myślach plany mojego życia i .... wszystkie się spełniły :-) . Zawsze działałam z energią reiki.


Od II stopnia inicjacji reiki minęło 5 lat, kiedy wrócił do mnie temat reiki i dalszej drogi. W międzyczasie wiele się już wydarzyło w moim życiu. Już byłam terapeutą naturalnym, pomagałam ludziom oddalić ból i cierpienie, przywrócić harmonię w ich ciałach dzięki chiropraktyce i terapii czaszkowo-krzyżowej i bioterapii. Ale mój mistrz już dostrzegał moją gotowość do mistrzostwa- do III stopnia reiki. Jednak ja długo zwlekałam i nie czułam tego jeszcze w środku. Aż pewnego dnia przyszła zdecydowana i pewna myśl, poprowadzona z Góry, że właśnie TERAZ jest ten właściwy moment. Był to maj 2008 roku.Wszystko mi sprzyjało i czas i pieniądze i moje wewnętrzne przekonanie, ze poddaję się temu co dla mnie jest najlepsze. I otrzymałam inicjacje III stopnia- mistrzowską z rąk kochanego Edwarda Witkowskiego, bliskiego memu sercu człowieka w lipcu 2008 roku. Był to dla mnie niezwykły dzień, choć na samą inicjację mój mąż wiózł mnie baaardzo długo. Jak zawsze odległość do Brzegu zajmowała nam jakieś 45 minut drogi, tak w TEN dzień wydłużyła się w ponad godzinę. A ja tylko się uśmiechałam do siebie w środku- bo czułam jakąś dywersję mojej podświadomości :-) . Potem nastąpił gwałtowny okres mojej pracy i czyszczenia moich starych wzorców, w tak przyspieszonym tempie, że myślałam, że nie wytrzymam tego tempa. A przecież to nie była już dla mnie nowość- czyszczenie i praca, to jednak tempo było bardzo gwałtowne. Tak jakby tam na górze pomagali mi szybko zharmonizować poziom wibracji w moim ciele tu na ziemi do poziomu wibracji mojej duszy. Nie powiem, ale odczucia w ciele nie należały do najprzyjemniejszych w owym czasie dla mnie.

Były we mnie chwile słabości i zwątpienia w siebie, w sens tego co robie, ale też ZAWSZE przychodziła do mnie myśl- ciepła, subtelna i obejmująca sobą coraz większą część mojego ciała, serca i umysłu, że jestem na WŁAŚCIWEJ DRODZE, że te trudne doświadczenia są mi potrzebne do przetransformowania moich przekonań, lęków, niepewności, mojej pychy, dumy i silnego ego w pokorę wobec Wszechświata, wobec tej wielkości, która mnie stworzyła i której jestem tylko mikroskopijną cząsteczką, lecz jak bardzo ważną, skoro dostawałam wskazówki, inspiracje do dalszej nieustannej pracy nad sobą, do dalszych poszukiwań w moim wnętrzu negatywnych wzorców i przekonań na swój własny temat i na każdy inny!!!!

Świadomość mojego Źródła pomagała mi w trudnych momentach a umiejętność wglądu i autoanalizy wszystkiego co znalazłam i znajduje wciąż (bo wciąż się uczę, jeszcze nie jestem doskonała ) i najważniejsze- transformowania tego w pozytywne wzorce-- dodawała ogromnej mocy moim działaniom. Pół roku trwało takie solidne czyszczenie z trzęsieniami ziemi włącznie w moim życiu, z burzeniem starego i budowaniem NOWEGO. Ale było warto. Mogę powiedzieć, że wyszłam z tego wszystkiego i silniejsza i MOCniejsza i utwierdzona w przekonaniu, że nie ma sensu jakakolwiek kontrola swojego życia, jakakolwiek walka o cokolwiek i z kimkolwiek!!!! Nie ma sensu!!! ZAWSZE i wszędzie jesteśmy i tak "prowadzeni", więc jeśli się buntujemy przeciwko temu, stawiamy swój zatwardziały opór albo bronimy się wszelkim lękami przed zmianami w nas samych- to-- tak naprawdę tylko-- szkodzimy sami sobie. Stwarzamy dysharmonię w nas samych i w przestrzeni wokół nas, w relacjach z innymi, w domu i w pracy, w każdej dziedzinie życia. Ale trzeba tego doświadczyć, żeby to zrozumieć, żeby poczuć na sobie samym- gdzie tak naprawdę leży źródło takiej postawy.


Od dziecka byłam buntowniczką, zawsze łamałam ustanowione, chore zasady i wyłamywałam dziury w murach. Chciałam burzyć, zmieniać, tworzyć NOWE. Zawsze byłam odważna i nieustraszona, nie bałam się niczego (no, chyba, że pająków :-) ) i nikogo. Zawsze czułam się TUTAJ na ziemi dobrze. Nigdy nie mogłam zrozumieć lęków mojej mamy, kiedy miałam gdzieś sama iść, czy wracać późno do domu. To zawsze było mi obce. Poczucie ufnego bezpieczeństwa towarzyszyło mi od dziecka (moim córkom też chyba się to przeniosło :-) ). 

Często pociągały mnie jednostki zamknięte w sobie ale tlące się wewnętrznym światłem, wewnętrzna MOCĄ- ta mocą, która jest we mnie i w Tobie i każdym z nas, kto tylko zechce to w sobie zobaczyć. i zaufać jej "prowadzeniu". Teraz wiem po co mi to było, po co życie miało dla mnie czasem trudne lekcje do przerobienia, trudne doświadczenia. Teraz mi się to wszystko układa w całość. Teraz na to patrzę inaczej i bardziej kolorowo. Kiedyś nie zawsze tak było. Dostrzegać tyle barw, dźwięków kolorów życia uczyłam sie długo, stopniowo. Ktoś może powiedzieć, ze krótko, bo to zaledwie prawie 20 lat w sumie. Ale dla mnie to było długo. Bo wciąż wiedziałam, że w końcu znajdę to, czego tak bardzo szukałam, że odnajdę drogę do samej siebie, że odnajdę odpowiedzi na wszystkie nurtujące mnie od dzieciństwa pytania, na które wtedy moi rodzice nie znali odpowiedzi ani nikt z moich bliskich. Musiałam sama przebijać się przez wszystkie trudności, mierzyć się ze swoimi emocjami, z mrokiem czyhającym w podświadomości. Ale wierzcie mi- było warto!!! To najpiękniejsza i najwspanialsza przygoda jaką przeżyłam do tej pory. A najPIĘKNIEJSZE jest to, że ona dalej trwa i każdy z Was może w niej wziąć swój udział i cieszyć się najwspanialszymi KORZYŚCIAMI dla samych siebie i innych. Bawiąc się wraz ze mną w przygodę zwaną poznawaniem życia i siebie samego. A ja z wielka radością, ciepłem i odwagą mogę dzielić się z Wami moim doświadczeniem i mądrością życia, jaka wyniosłam i jaka do mnie przyszła i wciąż przychodzi i pomagać Wam w przekraczaniu nieznanego w sobie.


© FUTURE CMS